Feeds:
Komentarze

Przytłaczająca większość Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii planuje zostać w tym kraju na zawsze – wynika z sondażu przeprowadzonego przez firmę badawczą Ipsos i Polish City Club.

pcc_circle72 procent Polaków, którzy wzięli udział w badaniu, łączy swoją przyszłość z Wielką Brytanią i czuje się w tam akceptowana. Nieco więcej niż połowa z nich, bo aż 40 proc., chciałaby przyjąć obywatelstwo Zjednoczonego Królestwa.

Polacy na Wyspach Brytyjskich nie chcą pozostać bierni i planują włączenie się w życie polityczne tego kraju. 49 proc. z nich weźmie udział w miejscu zamieszkania w tegorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego, które organizowane są razem z wyborami lokalnymi. Zaledwie 12 proc. deklaruje, że do wyborów przystąpi w Polsce.

Wśród Polaków, którzy zagłosują w Wyborach do PE w Wielkiej Brytanii, najwięcej jest niezdecydowanych, bo aż 50 proc. Wśród tych, którzy już wiedzą na kogo zagłosują, najliczniejsi są zwolennicy Liberalnych Demokratów (18 proc.), nieco mniej deklaruje poparcie Partii Pracy (16 proc.). Na Konserwatystów i UKIP zagłosuje odpowiednio 12 i 4 proc. naszych rodaków.

W Wyborach lokalnych niezdecydowanych Polaków jest nieco mniej – 43 proc. Największym poparciem cieszą się labourzyści (20 proc.), a drudzy są Liberalni Demokraci (17 proc.). Poparcie dla prawicy natomiast kształtuje się identycznie, jak w wyborach do PE (Konserwatyści – 12 proc., UKIP – 4 proc.)

Źródło: http://www.polishcityclub.org/

Używanie innych – niż francuski – języków nad Sekwaną jest zjawiskiem powszechnym i ma długą historię. Mówi się tu w językach regionalnych, takich jak oksytański czy bretoński, a także różnych innych, którymi posługują się imigranci. Język polski jest tu obecny od ponad dwóch stuleci, niewiele krótszą tradycję ma jego nauczanie. Tradycja ta jednak zupełnie nie idzie w parze z powszechnością jego nauczania.

[Przedstawiamy pierwszy z serii artykułów opisujących podejście do dwujęzyczności w krajach, gdzie najliczniej zamieszkują Polacy. Celem naszym jest także ukazanie, na jakiego rodzaju pomoc i wsparcie mogą liczyć nasi rodacy chcący przekazywać znajomość swojego języka dzieciom mieszkającym w tych krajach. Jako pierwszą wybraliśmy Francję ze względu na prawdopodobnie najdłuższą tradycję nauczania języka polskiego poza granicami Polski (przyp. red.).]

ArcTriompheFrancja to na pierwszy rzut oka wymarzony kraj dla dwujęzyczności: według najnowszych badań, co czwarty Francuz miał w swojej młodości kontakt z innym językiem niż francuski. Chodzi tu zarówno o języki regionalne, jak i też o języki emigrantów. Pomimo tego, bardzo korzystnego, wydawać by się mogło gruntu, rzeczywistość jest dość złożona i niejednoznaczna.
Według francuskiej badaczki Christine Hélot, problem dwujęzyczności we Francji przyjmuje bardzo różne formy i dotyka głównie trzech dziedzin: pierwszej, socjolinwistycznej, bo dotyczącej języków regionalnych, drugiej, interkulturowej, związanej z obecnością języków emigracji i wreszcie trzeciej, dydaktycznej, dotyczącej problemu nauczania języków obcych we francuskiej szkole. Tak więc można śmiało powiedzieć, iż kwestia dwujęzyczności jest nierozłącznie związana z polityką, ekonomią, historią i socjologią. Pierwszą konstatacją może być fakt historycznie uwarunkowany centralizacją francuskiego państwa, iż hasło „jeden naród -jeden język” jest w kraju Moliera wciąż jeszcze bardzo żywe. Powszechne pozostaje wciąż przeświadczenie, że dwujęzyczność jest zjawiskiem negatywnym, a nie „oryginalnym wyrazem językowej kompetecji i komunikacyjnym sposobem bycia” (Lüdi i Py, 1986). Oprócz tego, pomimo gwałtownej intensyfikacji wymian międzynarodowych i obecności we Francji wielu osób dwujęzycznych, i to we wszystkich warstwach francuskiego społeczeństwa, panuje przeświadczenie o wyjątkowości zjawiska dwujęzyczności, jednak społeczeństwa francuskiego, według najnowszych badań( Gadet i Varot, 2006) nie można uważać za wielojęzyczne.

Kwestia języków regionalnych
W latach 60 i 70 tych szeroko była propagowana we Francji – podobnie jak i na całym świecie – teza, iż mówienie do dzieci w domu w innym języku niż francuski jest wysoce dla nich niekorzystne i opóźnia ich rozwój intelektualny. Stosunek do języków regionalnych zaczął się zmieniać dopiero w latach 90, wtedy też z drugiego artykułu Konstytucji usunięto przymiotnik „jedyny”. ze zdania „Językiem Republiki jest francuski” Mimo faktu, że w latach 50 ustawa Deixonne’a wprowadziła do publicznych szkół francuskich naukę baskijskiego, katalońskiego, bretońskiego i oksytańskiego, nauka ta odbywała się w dość ograniczonym wymiarach. Trzeba było dopiero raportu z roku 1999 za rządów Lionela Jospina, który ustalił listę 75 francuskich języków regionalnych spełniających warunki Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych, by politycy oficjalnie uznali wagę tej kwestii. Obecnie, we francuskim szkolnictwie państwowym języki regionalne są powszechnie nauczane i w wielu przypadkach nauczanie to jest rzeczywiście dwujęzyczne, bo odbywa się w 50 procentach w języku regionalnym i dba się skrupulatnie o parytet. Mogło by się więc wydawać, że bitwa o prawo do dwujęzyczności w kwestii języków regionalnych jest wygrana.

Sprawa jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Po pierwsze dlatego, że języki regionalne nie są już prawie w ogóle językami rodzimymi i ich nauka w szkole obywa się tak samo nauka każdego innego języka obcego. Szkoły dwujęzyczne wybierane są często ze względu na ich dobry poziom, a nie ze względu na chęć „powrotu do korzeni”. Problemem jest też fakt, że nikt w efekcie tej nauki nie potrafi posługiwać się biegle danym językiem. Zdarzają się zgoła sytuacje, w których znormalizowany język regionalny, którego uczy się młode pokolenie w szkole jest niezrozumiały dla dziadków, dla których dany język miałby być językiem rodzimym. Dzieje się tak między innymi dlatego, że np. dialekt oksytański ma wiele wariantów i trudno jest wybrać ten, który ma być nauczany jako normatywny : gaskoński, prowansalski, langwedocki czy owerniacki ?

Kwestia języków emigracji
Francja jest „ziemią emigracji” dla wielu narodowości, ale fakt ten zupełnie nie przekłada się na bezkompleksową wielojęzyczność Francuzów. Różne są tego powody. Po pierwsze, jak twierdzi francuska socjolog Alexandra Filhon, „francuska tradycja integracyjna zachęca do odchodzenia od języka rodzimego na rzecz języka francuskiego”. Innym powodem jest hierarchia języków narzucana przez kontekst społeczny i ekonomiczny. Tak więc istnieją we Francji języki waloryzowane społecznie, na czele z angielskim. Są też i języki dewaloryzowane, jak np. arabski czy języki afrykańskie. Kryją się za tym oczywiście społeczny „image” i ekonomiczno-społeczne realia. Tak więc na przykład różne dialekty arabskie czy np. język lingala, często praktykowane przez niewykształcone, „niższe” warstwy społeczności imigranckiej, stają się przeszkodą w znalezieniu swego miejsca we francuskim społeczeństwie. Rodzice nie chcą tych języków dzieciom przekazywać, by ich nie „stygmatyzować”. Ale zdarza się też i coraz częściej swoisty „powrót do korzeni” poprzez wybór jako opcji w szkole nauki literackiej odmiany języka arabskiego, którym w domu emigrantów nikt nie mówi.

Język polski we Francji
Nauka języka polskiego w ramach francuskiego szkolnictwa państwowego jest ściśle związana z kwestią polskiej emigracji w tym kraju. Szacuje się, że obecnie mieszka tu ok. miliona obywateli francuskich pochodzenia polskiego, z czego połowa znajduję się w północnych regionach Francji, szczególnie w departamencie Pas-de-Calais. Historia polskiej emigracji we Francji i integracji Polaków w społeczeństwie francuskim wymagałaby osobnego artykułu. Ograniczę się tutaj tylko do stwierdzenia, że ten proces integracyjny jest tematem równie złożonym, co pasjonującym. Dziewiętnastowieczna Wielka Emigracja w niczym nie jest podobna jest do drugiej wielkiej fali napływu Polaków do Francji, w latach 20 i 30 dwudziestego wieku. W pewnej mierze można by porównać sytuacje polskich emigrantów zarobkowych z tej epoki do obecnej sytuacji emigrantów z Magrebu czy Czarnej Afryki. Często opisywane są bardzo podobne do tych dzisiejszych reakcje polskich emigrantów, którzy chcąc za wszelką cenę znaleźć sobie miejsce we francuskiej społeczności, odchodzili od języka ojczystego. Jeszcze częściej zdarzały się przypadki dzieci emigrantów, porzucające kulturę i język przodków, które kojarzyły im się z wyobcowaniem, napiętnowaniem i wstydem z bycia imigrantem.

Dwujęzyczność polskich emigrantów jest kwestią zawiłą, a nauczanie języka polskiego we Francji ma długą historię. Można by rozdzielić tu dwie kwestie: z jednej strony zaintresowanie językiem i kulturą polską rodowitych Francuzów, a z drugiej strony podtrzymywanie korzeni polskich wśród Francuzów polskiego pochodzenia. Pominę tu świadomie kwestię rodowitych Polaków mieszkających we Francji, których dwujęzyczność jest bardziej związana z nauką języka francuskiego jako obcego.

Niejaki Adam Mickiewicz
Pierwszy aspekt zagadnienia, tzn. zainteresowanie Francuzów językami słowiańskim, a szczególnie językiem polskim, prowadzi nas o dwa wieki wstecz, kiedy to powstała w Paryżu na Sorbonie Katedra Języków Słowiańskich, której wykładowcą był niejaki Adam Mickiewicz. Nie będę wchodzić w szczegóły tej pasjonującej historii studiów polonistycznych we Francji. Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że są one głównie kierowane do rodowitych Francuzów zainteresowanych z różnych powodów polską kulturą i językiem (którzy nb. są bardzo nieliczni – na uniwersytecie tuluskim jest ich sześciu na wszystkich latach). Drugim aspektem, nie mniej złożonym jest misja podtrzymywania polskich korzeni wsród Francuzów polskiego pochodzenia. To oni są głównymi adresatami nauki polskiego we francuskich szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach.

Obecnie nauka języka polskiego jako obcego w ramach francuskiego szkolnictwa odbywa się więc na trzech poziomach : w szkołach podstawowych, w gimnazjach i liceach oraz na uniwersytetach. Osiem liceów państwowych w ośmiu francuskich miastach (Lille, Lens, Noeux-les-Mines, Béthune, Fouquières-les-Lens, Paryżu, Vanves, Bordeaux I Toulouzie) posiada opcję z języka polskiego. Politycznym sukcesem była reaktywacja w 1978 roku konkursu „agregacji” („agrégation” to egzamin konkursowy przeprowadzany przez francuskie Ministerstwo Edukacji w celu rekrutacji nauczycieli i wykładowców, przede wszystkim w liceach, ale także na uniwersytetach) z języka polskiego, którego historia sięga 1938 roku. Niestety, konkurs ten został „zawieszony” w 2010 roku ze względów budżetowych i ciągłość nauczania języka polskiego jest poważnie zagrożona. Innym typem nauczania dwujęzycznego są „sekcje międzynarodowe” we francuskich liceach. Istnieją cztery francuskie placówki, które proponują przygotowanie do podwójnej , polsko-francuskiej matury. Są to licea w Lyonie, Strasburgu, Paryżu i Saint-Germain en Laye. Nauczanie w tych sekcjach podlega obu ministerstwom oświaty, polskiemu i francuskiemu i dyplom maturalny jest nostryfikowany przez oba kraje. Jeżeli chodzi o uniwersytety, to piętnaście francuskich placówek oferuje naukę języka polskiego, z czego Master (magisterium) ze studiów polonistycznych istnieje tylko na czterech uniwersytetach ( Lille, Nancy, Paris-Sorbonne i INALCO), a studia licencjackie tylko na trzech ( Lyon, Tuluza i Bordeaux).

Lokalne inicjatywy Polonii
Jeśli chodzi natomiast o szkoły polskie, całkowicie niezależne od szkolnictwa francuskiego, to można wymienić dwa ich typy. Pierwszy typ, to szkoły konsularne – w Paryżu i w Lyonie, organizowane przez polskie placówki dyplomatyczne i całkowicie im podlegające. Drugi typ polskich szkół, to różne lokalne inicjatywy Polonii, wspomagane finansowo przez polskie konsulaty, na przykład szkoła „Polinka” w Tuluzie, do której chodzi ok 30 dzieci w wieku od 3 do 10 lat. Podobne szkoły istnieją na terenie całej Francji ( Aix en Provence, Grenoble, Montpellier, Nicea, Strasbourg.)

Tak więc nauka języka polskiego jako obcego ma we Francji długą tradycję oraz swój niemały wkład w kształtowanie polsko-francuskiej dwujęzyczności. Jednak możliwości, jakie mają polscy rodzice szukający pomocy w nauczaniu swoich dzieci języka przodków, niewielkie.

Anna Masson
Autorka jest z wykształcenia romanistką, a z zawodu nauczycielką języków francuskiego i polskiego w ramach publicznego systemu edukacji we Francji. Mieszka w Tuluzie.

Źródła :
– Christine Hélot, Penser le bilinguisme autrement
– Article de « Libération » de Catherine Coroller, En France, le bilinguisme est courant
– Article du « Figaro » de M-E Pech, L’enseignement des langues régionales en question

Reportaż filmowy „Święty M.” Agaty Kochaniewicz, Roberta Rydzewskiego i Kingi Sielickiej, którego bohaterem jest Polak pracujący  społecznie jako święty Mikołaj w Gwatemali zwyciężył w pierwszej edycji Konkursu „Poznaj się na rodaku” organizowanego w ramach XVI Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów KOLOSY w Gdyni. Współorganizatorem konkursu jest Muzeum Emigracji w Gdyni.

„Święty M.” został doceniony za wrażliwość w opowiadaniu o życiu polskiego emigranta, przekazane emocje i pełną humoru narrację w kilku minutach kreślącą bogaty życiorys człowieka szukającego i odnajdującego swoje miejsce na Ziemi. Do autorów reportażu powędrowała Nagroda im. Pawła E. Strzeleckiego oraz 5.000 zł.

Wyróżnieniem uhonorowano Marcina Zielińskiego i Jakuba Pietrzaka za reportaż filmowy „Kraina wolności”, który w pięknie skomponowanej formie przynosi nie tylko obraz teksańskiej społeczności ludzi polskiego pochodzenia, ale i uniwersalną opowieść o ludziach i ich miejscu. Drugie wyróżnienie otrzymała Agnieszka Chmura za projekt filmowy „The Ordinary Stories of Polish Londoners” doceniony za pełen pasji zbiór portretów młodej emigracji żyjącej dziś w Wielkiej Brytanii,

Nagrody przyznawało jury w składzie: Marek Kamiński – podróżnik, polarnik, zdobywca Północnego i Południowego Bieguna, Chris Niedenthal – fotograf, jeden z najbardziej cenionych fotoreporterów europejskich, Tomek Michniewicz – dziennikarz, backpacker, fotograf, autor bestsellerowej książki „Samsara. Na drogach, których nie ma” oraz Dyrektor Muzeum Emigracji w Gdyni – Karolina Grabowicz-Matyjas.

Współorganizator konkursu, Muzeum Emigracji w Gdyni planuje kolejne edycje konkursu im. Pawła Edmunda Strzeleckiego – pierwszego Polaka, który odbył indywidualną podróż naukową dookoła świata.  Już niedługo na stronie http://www.muzeumemigracji.pl poznamy regulamin tegorocznej edycji konkursu.

Język, w którym mówi większość osób w otoczeniu, prędzej czy później zdominuje ten drugi, którego rodzice chcą nauczyć swoje dziecko. Gdy językiem otoczenia jest angielski, rodzice powinni być tym bardziej czujni.

Anna, polska mama wychowująca swoje dziecko w Wielkiej Brytanii, powiedziała, że bardzo jej zależy, aby jej dziecko mówiło płynnie po polsku, ale także zależy jej, aby nie miało ono poczucia, że jeden z języków używanych w jego otoczeniu jest z jakichś powodów gorszy. Dlatego też mówi do swojego dziecka w obu.

Rozumiejąc jej szlachetne intencje, należy zaznaczyć, że obniża tym samym szanse, aby jej syn opanował język polski. Zdaniem Barbary Zurer Pearson, autorki książki Jak wychować dziecko dwujęzyczne, nie należy się martwić o to, czy dziecko nauczy się języka otoczenia (języka większości), bo to się stanie i tak, bez jakiegokolwiek udziału rodziców. Dziecko, gdy pójdzie do szkoły, będzie przez większość dnia wystawione na jego oddziaływanie, prędzej czy później znajdzie sobie kolegów władającym wyłącznie tym językiem. W efekcie będzie miało zdecydowanie większy kontakt z językiem otoczenia, niż z  językiem używanym w domu. A to ilość i jakość kontaktu z językiem wydaje się być czynnikiem decydującym o skuteczności jego nauki .

Dlatego też, specjaliści, wśród nich Barbara Zurer Pearson, radzą wszystkim imigrantom, którym zależy, aby ich dzieci poznały język dziedzictwa, aby zapewnili swoim dzieciom jak najwięcej kontaktu z językiem mniejszości i, jeśli to możliwe, zaczekali z nauką języka otoczenia do momentu, kiedy dzieci pójdą do szkoły. I tak w kolejnych latach proporcja czasu, jaki dzieci te będą spędzały używając jednego i drugiego języka nieodwołalnie przechyli się na korzyść języka otoczenia. Jeśli do momentu pójścia do szkoły dzieci nie będą mówiły płynnie i z łatwością w języku mniejszości , w jego naukę będą musiały włożyć później nieporównywalnie więcej wysiłku i prawdopodobnie nigdy już nie będą mówiły w nim z biegłością bliską tej, z jaką posługują się nim rodzimi użytkownicy.

Dodatkowo, trzeba zaznaczyć, że  fakt, iż to właśnie angielski jest językiem otoczenia dla dziecka Anny, powinien skłonić ją do dodatkowej czujności. Po angielsku mówi Spiderman i zdecydowana większość bohaterów, którzy władają dziecięcą wyobraźnią, w tym języku śpiewają gwiazdy muzyki rozrywkowej. Troska o to, że dziecko uzna język angielski za gorszy, czego boi się Anna, jest więc nieuzasadniona.

O tym, jaką moc ma język angielski, można przekonać się czytając historię Mila. Milo jest dzieckiem kanadyjskich rodziców mieszkających w Krakowie i chodzi do „zwykłej” polskiej szkoły. Inaczej niż zdecydowana większość jego polskich rówieśników wychowujący się w krajach anglojęzycznych, mówi lepiej w języku mniejszości niż w języku, w którym uczy się w szkole. Dlaczego tak się dzieje? Jego ojciec, Soren, przypisuje to w dużym stopniu atrakcyjności języka angielskiego w oczach dziecka. – Wszędzie wokół słyszą (dzieci z rodzin angielskojęzycznych mieszkające w obcojęzycznym otoczeniu) piosenki śpiewane po angielsku, w telewizji oglądają filmy nakręcone w tym języku, a gdy pójdą do szkoły, widzą, że wszystkie inne dzieci muszą uczyć się angielskiego i często nauka ta sprawia im trudność – tłumaczy Soren, który uważa, że jego syn traktuje swoją znajomość angielskiego jako rodzaj cennego daru i dlatego jest skłonny sam ją pielęgnować.

 

Milo – mL@H w Krakowie

Przykład  pochodzi z książki Barbary Zurer Pearson pt. Jak wychować dziecko dwujęzyczne (wyd. Media Rodzina 2003; tłum. i adapt. Zofia Wodniecka i Karol Chlipalski) :

jak_wychowywac_dwujezyczne_dziecko01Soren i Scotia są Kanadyjczykami mieszkającymi w Krakowie. Ich syn Milo tu się urodził się i mieszka przez całe swoje dotychczasowe życie. Jednak jego kontakt z językiem polskim przez pierwsze trzy lata życia, był ograniczony. Wprawdzie do jego rodziców przychodzili znajomi Polacy, wiele rozmów w domu toczyło się po polsku, ale Milo był jeszcze za mały, aby w nich uczestniczyć. I dlatego, pomimo że mieszkał w polskim otoczeniu, mówił wyłącznie po angielsku.

Gdy chłopiec miał trzy lata, jego rodzice przeprowadzili poważną rozmowę, która doprowadziła ich do konkluzji, że chłopiec pójdzie do zwykłego polskiego przedszkola. – Posłanie go do angielskiego przedszkola sprawiłoby, że czułby się on wyobcowany w kraju, w którym żyje – mówi Soren, który jest pisarzem i tłumaczem i którego zamiłowanie do literatury polskiej przywiodło do Krakowa. Jego zdaniem, znajomość dwóch języków może także przydać się chłopcu w przyszłości. Decyzję niewątpliwie ułatwił fakt, że rodzicie Mila nie są entuzjastami atmosfery panującej w międzynarodowych szkołach, gdzie dzieci dyplomatów i biznesmenów wychowują się w całkowitej izolacji od otoczenia.

Milo został rzucony na głęboką wodę. Początki były trudne. Chłopiec nie wiedział, co do niego mówią wychowawczynie. Gdy w przedszkolu przychodził czas na poobiednią drzemkę, Milo nie rozumiał, że nauczycielki oczekują, że ma się położyć i wypoczywać z innymi dziećmi. W dodatku, zdaniem Sorena, przedszkole nie było zupełnie przygotowana do sytuacji, gdy pojawia się dziecko bez znajomości polskiego. Nie istniały żadne zorganizowane formy pomocy takim dzieciom, tym niemniej nauczyciele wykazali dużo inicjatywy i zaangażowania, aby pomóc Milowi. Przejęci losem chłopca między innymi zasugerowali, aby rodzice – którzy znają biegle polski – zaczęli mówić do niego w domu w tym języku. Jednak po namyśle Soren i Scotia nie ulegli tym sugestiom. Ich zdaniem, miało by to negatywny wpływ na znajomość angielskiego przez chłopca, a to z kolei mogłoby się odbić się na jego poczuciu własnej wartości.

W końcu stanęło na tym, że przez kilka miesięcy do Mila do domu przychodziła jedna w wychowawczyń i poprzez gry i zabawy uczyła go polskiego słownictwa. Milo ją bardzo polubił. I chyba z wzajemnością – uważa Soren.

Póki Milo chodził do przedszkola do pewnego stopnia wstydził się tego, że był „inny” niż reszta dzieci, które rozmawiają ze swoimi rodzicami po polsku. Zmieniło się to radykalnie, gdy poszedł do szkoły. Na pierwszej lekcji angielskiego „błysnął” przed kolegami i nauczycielem i od tego czasu jego znajomość angielskiego stała się dla niego powodem do dumy. – Odtąd Milo przez pewien czas „ostentacyjnie” rozmawiał ze mną w szatni, żeby wszyscy wiedzieli, że mówi on angielsku wspomina Soren.

Chłopiec szybko nauczył się polskiego i dziś mówi w tym języku nie gorzej niż jego szkolni koledzy. Jego ojciec uważa, że Milowi brak jest pewnego rodzaju słownictwa w języku polskim i nawyków językowych, które dzieci nabywają rozmawiając z rodzicami w domu, ale poza tym, mówi, jak mały Polak.

Jednak angielski w przypadku Milo pozostał nieco silniejszy niż polski i nic nie zapowiada, aby miało się to zmienić. A to odróżnia Mila od większości dzieci w jego wieku, które wychowują się w warunkach mL@H i które z reguły przestawiają się z języka mniejszości na język większości, gdy tylko pójdą do szkoły. Soren uważa, że należy to przypisywać dwóm kwestiom. Po pierwsze, jego zdaniem, Milo, który jest nieśmiałym dzieckiem, najlepiej czuje się w domu i traktuje swoich rodziców, jak najlepszych przyjaciół. Wskutek tego podzielił swoje życie na dwie sfery – tę intymna, związaną z domem i językiem angielskim i publiczną, nie do końca przyjazną, bo związaną ze szkołą, w której dominuje polski.

Po drugie, dzieci znające angielski, nawet, gdy mieszkają w kraju, w którym jest on językiem mniejszości, bardzo szybko orientują się, że znajomość tego języka jest cenna. – Wszędzie wokół słyszą piosenki śpiewane po angielsku, w telewizji oglądają filmy nakręcone w tym języku, a gdy pójdą do szkoły widzą, że wszystkie inne dzieci muszą uczyć się angielskiego i często nauka ta sprawia im trudność – tłumaczy Soren, który uważa, że jego syn traktuje swoją znajomość angielskiego jako rodzaj cennego daru i dlatego sam jest skłonny ją pielęgnować.

tu można pobrać e-book z książką

Jeśli jesteś rodzicem dziecka dwujęzycznego, bądź sam(a) odebrałaś dwujęzyczne wychowanie i chciał(a)byś podzielić się z nami swoją historią, napisz do nas na adres: dwujezyczni[at]wp.pl

Naukowcy wiedzieli już od pewnego czasu, jaka część mózgu zaangażowana jest w interpretację dźwięków mowy, ale ich wiedza na temat tego, jak ten proces przebiega, jest wciąż niewielka. Badacze z University of California w San Francisco zrobili kolejny krok, aby zrozumieć ten proces. Ich wnioski mogą przyczynić się do zrozumienia niektórych zaburzeń językowych np. dysleksji.

Edward F. Chang, MD. Photo by Cindy Chew

Edward F. Chang, MD. Photo by Cindy Chew

Zespół kierowany przez profesora Edwarda F. Changa ogłosił W Science Express (30.01.2014 r.), internetowej wersji renomowanego czasopisma naukowego Science, artykuł, w którym znalazła się sugestia, że mózg nie rozpoznaje poszczególnych fonemów (czyli – w dużym uproszczeniu – głosek), lecz bardziej elementarne ich składniki określane jako właściwości lub cechy akustyczne.

Ten sposób radzenia sobie z przetwarzaniem mowy ludzkiej wydaje się być optymalny, bowiem różnice w sposobie artykulacji głosek mogą być niekiedy znaczne, w zależności od tego, kto mówi; a nawet ta sama osoba może wymawiać te same dźwięki w inny sposób przy różnych okazjach.

Na początek przyjrzyjmy się, jak powstają dźwięki mowy. Spółgłoski takie jak p, t, k, b i d wymagają od osoby mówiącej takiego ustawienia języka i warg, które spowoduje, że powietrze wydostając się z płuc napotyka na przeszkodę. Gdy przeszkoda ta zostanie usunięta, powietrze gwałtownie wydostanie się na zewnątrz i następuje krótki „wybuch”; z tego zresztą powodu językoznawcy nadali im nazwę „zwarto-wybuchowych”. Natomiast inne – takie jak s, z, w są zwane szczelinowymi, ze względu na to, że powstają one w wyniku częściowego zamknięcia przepływu powietrza, które wydostaje się na zewnątrz jakby przez szczelinę.

Ze względu na stopień skomplikowania mowy ludzkiej, wcześniejsze badania ograniczały się do analizowania reakcji mózgu na pojedyncze dźwięki generowane przez człowieka bądź komputer. W badaniach przeprowadzonych przez zespół profesora Changa postąpiono inaczej – użyto naturalnych zdań wypowiadanych przez człowieka, zawierających pełen zestaw fonemów występujących w języku angielskim.

Aby precyzyjnie śledzić aktywność mózgu w trakcie percepcji mowy, badacze przeprowadzili eksperyment podczas operacji mózgu, którym poddanych zostało sześciu pacjentów cierpiących na padaczkę. Uczestnikom badania odtworzono 500 różnych zdań w języku angielskim wypowiedzianych przez 400 różnych osób. W trakcie prezentacji nagrań rejestrowano aktywność w obszarze mózgu zwanym zakrętem skroniowym górnym, tu bowiem według wcześniejszych badań ma się znajdować ośrodek odpowiedzialny za przetwarzanie mowy (tzw. ośrodek Wernickego).

W trakcie eksperymentu udało się zaobserwować pewną prawidłowość – różne obszary w ramach zakrętu skroniowego górnego „zapalały się” w zależności od tego, z jakimi dźwiękami mieliśmy do czynienia  – inne w przypadku spółgłosek szczelinowych, a inne w przypadku – zwarto-wybuchowych. Z tego wynika, że obszary zakrętu skroniowego górnego są precyzyjnie „nastrojone”, aby wyraźnie reagować na pewną prawidłowość, a nie na poszczególne fonemy takie jak b lub z.  Wbrew wcześniejszym hipotezom,  neurony w badanym obszarze nie zapalały się” w odpowiedzi na poszczególne fonemy lecz bardziej elementarne cechy akustyczne, które odpowiadają sposobowi, w jaki poszczególne dźwięki mowy są tworzone przez aparat mowy.

Profesor Chang porównał sposób rozpoznawania dźwięków przez mózg do poznanego wcześniej procesu, który pozwala nam rozpoznać bodźce wizualne, np. kształty, (np. rozpoznanie butelki na podstawie widzianych krawędzi i płaszczyzn.) – Biorąc pod uwagę zróżnicowanie mowy ludzkiej, które zależy od tego, kto mówi, a także w jakich okolicznościach to robi, mózg używa pewnego rodzaju algorytmu opartego na rozpoznawaniu elementarnych cech tworzących dźwięki mowy.

Chang wyjaśnia również, że jego obserwacje mogą przyczynić się do lepszego zrozumienia zaburzeń np. związanych z czytaniem, gdy np. zapisane wyrazy są w sposób niedoskonały przetworzone na dźwięki.

Poniżej znajduje się krótki film pokazujący, jak „rozświetlają się” obszary zakrętu skroniowego górnego, gdy osoba badana słyszy zdanie: „And what eyes they were.

Wiadomo już kto dostanie pieniądze na pomoc Polonii i Polakom za granicą w 2014 roku. MSZ opublikował na swojej stronie internetowej wyniki konkursu, w którym prawie 400 podmiotów starało się w sumie o niemal 60 mln złotych.

Siedziba MSZ przy Alei Szucha w Warszawie

Siedziba MSZ przy Alei Szucha w Warszawie

Przypomnijmy, że można było się starać o dotacje w czterech obszarach tematycznych: „Nauczanie jezyka polskiego, w języku polskim i o Polsce”, „Media polonijne”, „Infrastruktura polonijna”, „Pozycja środowisk polskich w krajach zamieszkania” oraz „Więzi i kontakty z Polską”.

Wśród ofert, które zostaną dofinansowane znalazły się projekty wspierające rozwój oświaty polskiej na Ukrainie, Litwie, w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Dotacje MSZ przeznaczone zostaną także na remonty Domów Polskich, odrestaurowanie miejsc polskiej pamięci narodowej na Białorusi i Ukrainie oraz ochronę dziedzictwa kulturowego Wileńszczyzny. Resort wesprze ponadto projekty sprzyjające wzmacnianiu pozycji środowisk polskich w wielu krajach, w tym np. w Mołdawii oraz zachęcające do rozwijania więzi i kontaktów z Polską. Priorytety współpracy z polską diasporą zostały ogłoszone publicznie i były konsultowane w Polsce i na świecie: wypowiedziało się łącznie 147 organizacji, stowarzyszeń, resortów i osób fizycznych.

Do konkursu zgłoszono 372 oferty, w tym wielu podmiotów, które z MSZ dotychczas nie współpracowały. Postępowanie konkursowe było otwarte dla podmiotów zarejestrowanych w Polsce i działających na rzecz Polonii i Polaków za granicą. W konkursie mogły startować nie tylko organizacje pozarządowe, ale także samorządy terytorialne, uczelnie wyższe, instytucje badawcze. Oferty oceniała kilkudziesięcioosobowa komisja konkursowa.

Pełna lista projektów, które otrzymają dofinansowanie znajduje się na stronie MSZ